fbpx
Wyjazdy > Europa > Rosja > Ural: Wyprawa. Częś…
Ural: Wyprawa. Część 3, ostatnia.

Ural: Wyprawa. Część 3, ostatnia.

W poprzednim odcinku naszej opowieści nasza wyprawa dotarła do Czelabińska, a docelowo do Jekaterynburga. Już po drugiej stronie Uralu — Azji. Cel został osiągnięty. Ural zdobyty. Jedyne co pozostało, to bezpiecznie wrócić do domu. Oczywiście po drodze odwiedziliśmy kolejne ciekawe miejsca.


W ramach tego wyjazdu intensywnie korzystaliśmy z kamery robiącej zdjęcia i filmy w 360-ciu stopniach. Pomysł jest prosty. Kamera nagrywa dwoma soczewkami. A następnie składa obraz w jedną kulę. Świetna sprawa i dużo nowych możliwości. Masz pytanie w temacie? – zapytaj.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła


Granica Azja — Europa

Dla nas nawet symboliczna granica Azji z Europą była czymś magicznym, czymś, po co jechaliśmy przez tyle tysięcy kilometrów.

Mieszkańcy Jekaterynburga traktują to, jak kolejny monument, koło którego przejeżdżają kilka razy dziennie.

Co ciekawe, w tej okolicy miejsc granicznych jest kilka, nam się udało zidentyfikować trzy, a sfotografować dwa.

Jak Makłowicz

Tym razem lepiej przygotowaliśmy się do wyjazdu. Po cichu liczyliśmy na niskie temperatury za oknem. Konsekwentnie, zaopatrzyliśmy się w specjalny kuchenkowy gaz arktyczny do -27C, który pozwala na livecooking, niczym wprost z odcinków Roberta Makłowicza. Trochę trzeba było się postarać, ale znaleźliśmy odpowiednio zimne miejsce. Zupa, była pyszna. 🙂

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Gdy Łada niedomaga

Samochód był przygotowany dobrze. Doświadczenia z poprzednich wyjazdów sprawiły, że mamy komfortową, nie wielką, ale sprawdzoną w boju skrzynkę serwisową. W założeniach Łada jest autem, które w razie konieczności, powinno dać się naprawić w każdym miejscu Rosji. Generalnie serwisów i salonów AvtoVAZ jest od groma. Wieczorem 30 grudnia doszliśmy do wniosku, że alternator domaga się uwagi. Ładowanie zaczęło falować od 10-13V niezależnie od prędkości i obrotów silnika. A że to ważny element to następnego dnia rano, postanowiliśmy skonsultować się ze specjalistą.

Tej nocy spaliśmy w hotelu, który był ciekawą interpretacją tego typu usługi. Mimo że zaplanowaliśmy nocleg w małej miejscowości — Wotkińsk, to znalezienie czynnego warsztatu nie było trudną sztuką. Dopiero w drugim miejscu, wskazanym przez pierwszy warsztat, mechanik był skłonny do świadczenia usługi, innej niż sprzątanie hali. Tysiąc metrów dalej Łada została obejrzana, a diagnoza potwierdzona. Do wyboru dostaliśmy 3 różne modele.


Dodatkowo warsztat był połączony ze sklepem z częściami do Łady, w którym już trwał bal Sylwestrowy. W sklepie było wszystko, o czym każdy posiadacz Łady może tylko pomarzyć.

Mechanik-Św. Mikołaj wymienił, co trzeba. Machnęliśmy pamiątkową fotkę i pojechaliśmy dalej.

Morał z tej przygody jest taki, że gdy na terenie Rosji Łada postanowi po marudzić, wystarczy uważnie rozejrzeć się i na pewno znajdzie się serwis, który nam pomoże. Jeśli nie tu, to kilka kilometrów dalej. Czasami mieliśmy wrażenie, że sklepów i serwisów Łady w byle miasteczku jest więcej, niż sklepów spożywczych w przeciętnym Polskim mieście 🙂

Sylwester w Kazaniu

Sprawna akcja serwisowa nie wpłynęła na nasz plan. O czasie dotarliśmy do Kazania — stolicy Tatarstanu.

Uwaga na boku: rozmowa w hostelu po raz kolejny uświadomiła nam, jak daleko od domu udało się nam pojechać na wschód. Dla dziewczyny, z którą rozmawialiśmy, byliśmy gośćmi z Europy. Bez zagłębiania się w szczegóły, skąd dokładnie. Z Europy, tego bardzo odległego na zachód miejsca. Taka myśl z innej perspektywy zmusza do refleksji.

Oglądając jeszcze w domu zdjęcia z Kazania, spodziewaliśmy się bajkowego sylwestra.

Oczywiście kazańska kuchnia to nie tylko pielmieni, ale tu też nie mogliśmy się powstrzymać o wizyty w celu konsumpcyjnym.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Najpopularniejszym wyznaniem w Tatarstanie jest islam (48.8%). A muzułmański Nowy Rok nie przypada na 31 grudnia.

Być może dlatego nie było jakiś szczególnie hucznych obchodów. Zgodnie z polskim zwyczajem poszliśmy na nabrzeże przed kremlem.

Wraz z innymi mieszkańcami Kazania oraz sporym tłumem turystów oczekiwaliśmy północy lokalnego czasu. Rozbłysły (niewielkie) fajerwerki. Wraz z innymi obcokrajowcami dyskretnie napiliśmy się szampana i koniec.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Tu ciekawostka: kolejna seria fajerwerków była 2 godziny później, gdy nastąpił Nowy Rok według czasu moskiewskiego.

Sam Kazań jest miastem pięknym i zadbanym. Na każdym kroku widać, że republika Tatarstanu jest bardzo rozwinięta gospodarczo. Dużym impulsem do rozwoju była również seria meczy piłkarskich rozgrywanych w 2017 roku w ramach przygotowań, a w 2018 roku rozegranych Mistrzostw Świata Piłki Nożnej.

Co ciekawe, w Kazaniu działa metro, najmłodsze w całej Federacji Rosyjskiej. Planowanie budowy metra rozpoczęto w 1983 roku. Niestety rozpad ZSRR uniemożliwił realizację inwestycji. Dopiero w 1997 wystartowały prace. Celem było uruchomienie metra w 2005 roku, z okazji tysiąclecia istnienia miasta Kazania.

Mozaika na jednej ze stacji metra.

Centrum rozświetlały świąteczne iluminacje.

Na przeciwnym do Kremla brzegu rzeki Kazanki znajdowało się zimowe miasteczko. Ze ślizgawkami i lodowymi rzeźbami smoków. Bo smok jest symbolem miasta.

Głównym punktem turystycznym Kazania jest Kreml. Cytadelę wzniósł car Iwan Groźny na ruinach zamku Chanatu Kazańskiego. Od 2000 roku Kazański Kreml znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Wewnątrz Kremla znajduje się 16-wieczna cerkiew — sobór Zwiastowania, ale na nas dużo większe wrażenie zrobił meczet Kul Szarif, najmłodsza budowla na wzgórzu.

Oryginalny meczet został zburzony przez Iwana Groźnego w XVI wieku, jego odbudowa rozpoczęła się w 1996 roku, a został otwarty w 2005.

Muezin nie musi już wbiegać na minaret, technika załatwia to za niego

Interesującym miejscem jest również Wioska Tatarska w centrum miasta. Warto na chwilę zajrzeć.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Tuż pod Kazaniem znajduje się zupełnie nietypowe miejsce, świątynia wszystkich religii. Nie jest to świątynia w ujęciu stricte religijnym, tylko budynek zlepiony z wielu świątyń, tak aby każdy znalazł tam coś dla siebie. Jest sala egipska, cerkiew, meczet i wiele innych. Celem istnienia tego obiektu jest rozwój ekumenizmu i stworzenie przestrzeni do rozwoju artystycznego. Świątynia jest utrzymywana i rozbudowywana z biletów wstępu i datków.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

W Kazaniu spędziliśmy tylko dwa dni. To miasto zasługuje na dużo więcej uwagi, więc jeśli będziemy jeszcze kiedyś w okolicy, na pewno tam wrócimy.

Z Kazania zapamiętujemy:
◾ przepiękną architekturę
◾ pokazową wioskę tatarską
◾ eleganckie metro
◾ smoki!
◾ Świątynię Wszystkich Religii

Pozdrowienia z Polski

Jechaliśmy już na zachód. Kolejnym miejscem na trasie było miasto Czeboksary, w którym chcieliśmy zobaczyć muzeum traktorów. Ku naszemu zaskoczeniu, muzeum było nieczynne.
Za to na parkingu przed nim zastaliśmy taką oto sympatyczną polską Nyskę.

Nizhny Novgorod – Niżny Nowogród

Do Nowogrodu przyjechaliśmy głównie po to, by zwiedzić muzeum GAZ.

To właśnie tutaj od 1932 roku produkowane są Wołgi, Czajki inne ciekawe konstrukcje. Ale o tym muzeum będzie osobna notka.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Na miejscu ujrzeliśmy piękne stare miasto z osiemsetletnią historią.
Co ciekawe, zabudowania Kremla powstałyby bronić Księstwo Moskiewskie przed Królestwem Polski.

I jeszcze szybki rzut okiem na Pomnik Lotnika nad rzeką.

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Poruszyła nas również wielka mozaika przedstawiająca bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Spacerując po mieście trafiliśmy do “Muzeum dawnej techniki i narzędzi”. Bardzo ciekawe miejsce, z bogatą ekspozycją narzędzi (zaczynając od młotków, pił, dłut, strug i urządzeń pomiarowych). Do tego znajdziecie tam przeróżne artefakty z czasów ZSRR i dawniejszych. Na nas duże wrażenie zrobił strój płetwonurka i radzieckie sprzęty grające. Albo Beepery.

kalkulator Feliks

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

Muzea i zabytki to nasza pasja, ale w Rosji najbardziej kochamy ptysie. W Niżnym Nowogrodzie trafiliśmy do ptysiowego raju. Była to cukiernia specjalizująca się w ptysiach, gdzie na naszych oczach były one nadziewane wybranym kremem.

Ptysie

Skoro mowa o jedzeniu, to w Niżnym Nowogrodzie nie udało nam się zjeść pielmieni, ale za to mogliśmy spróbować jak smakuje słynne rosyjskie sało i kawior z jesiotra.

Kawior

Zdecydowanie Niżny Nowogród zasługuje na uwagę w trakcie zwiedzania Rosji. Jest tu o wiele więcej ciekawych muzeów i atrakcji, niż zdołaliśmy zobaczyć.
Warto poświęcić mu kilka dni.

Na zachód!

Przez Włodzimierz (dawna stolica Rusi) i Suzdal (kolejne miasto ze Złotego Pierścienia Rosji) po prostu przejechaliśmy, rzucając okiem na zabytki. Chyba już osiągnęliśmy maksimum nasycenia cerkwiami i starymi bramami, by wciąż się nimi ekscytować.

Na noc dojechaliśmy do miejscowości Pokrow.

Wrażenie na nas zrobiło miejsce, w którym nocowaliśmy — prawdziwy hostel robotniczy. Nocleg kosztował jakieś abstrakcyjnie niewielkie pieniądze, miejsce było trudne do odnalezienia (za miastem, za garażami, tuż przed punktem skupu złomu). Z początku trochę strasznie, później bardzo sympatycznie. Stanowiliśmy dla mieszkańców nie mniejszą atrakcję niż oni dla nas.

Z zewnątrz – najdziwniejsze miejsce w czasie naszej wyprawy.


Tuż obok hostelu znaleźliśmy taki sympatyczny mural.

Sztuka jest wszędzie

W centrum znaleźliśmy pomnik Czekoladowej Wróżki, ufundowany przez firmę Kraft produkującą w Pokrowie czekoladę.

Pani Czekolada

A potem, jak po sznurku — Moskwa na chwilę (tzn. to był moment, kiedy zrobiło się ciemno pięć godzin później).

Zdjęcie 360 stopni. Możesz się rozejrzeć do okoła

… Psków i granica rosyjsko-łotewska. Tym razem na granicy było całkiem płynnie. Pogranicznicy Rosyjscy dużo milsi, niż Łotysze. Łotysze kazali nam wyrzucić mleko, bo obowiązuje zakaz wwożenia do UE rosyjskich produktów nabiałowych.

Granica RU-LV

Na granicy łotewsko-litewsko standardowo opchaliśmy się cepelinami. A to już znak, że zbliżamy się do domu.

Wyprawa dobiega końca
Drogowskaz na Warszawę

Zawsze jadąc od strony Litwy zahaczamy o sklep spożywczy w Sejnach. Niepozorny wiejski sklepik, w którym można kupić domowy sękacz, swojską kiełbasę i wędzone ryby.

Jeśli chcecie poznać namiary na to cudowne miejsce, dajcie znać w komentarzu.


I tu kończy się nasza Uralska wyprawa

Ale to nie koniec. Napiszemy jeszcze jedną notkę, z podsumowaniem całego wyjazdu.

Spodobał Ci się tekst? Teraz czas na Ciebie. Będzie nam miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla nas to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij nasz post – oznacza to, że doceniasz naszą pracę.
  • Bądźmy w kontakcie, polub nas na Facebooku lub Instagramie. Codziennie nowe zdjęcia, inspiracje, ciekawe informacje.

Leave a Reply