fbpx
Wyjazdy > Europa > Grecja > Tour de Greece – Grecja dzień po dniu – część 3
Tour de Greece – Grecja dzień po dniu – część 3

Tour de Greece – Grecja dzień po dniu – część 3

Grecja wzdłuż i wszerz. W poprzednim odcinku skończyliśmy na zwiedzaniu Aten. Oto ciąg dalszy.

Piątek – z Aten przez Maraton do Delf

Opuściliśmy stolicę Grecji. Plan na dzisiaj: przejechać przez Maraton i dzień zakończyć w Delfach.

Maraton

Z ważnych obiektów to zobaczyliśmy pomnik Menelaosa – jego hełm był w muzeum w Atenach. Również tumulus – grobowiec kopiec, w którym byli pochowani wojownicy. 

Przy okazji zrozumieliśmy, jaki był rzeczywisty cel pierwowzoru biegu maratońskiego – czyli słynnego biegu Filipidesa, po zwycięskiej bitwie. On nie biegł, żeby obwieścić zwycięstwo, lecz by ostrzec Ateńczyków, że teraz pora przygotować się na atak Persów, którzy zbliżają się do nich od strony morza.

Długość biegu maratońskiego też jest umowna. Z Maratonu do Aten prowadziły dwie drogi, dłuższa płaska i krótsza przez góry. Filippides nie zostawił śladów, którą drogę wybrał. Dystans 42195 metrów to temat całkiem nowożytny, ustalony na potrzeby olimpiady w Londynie w 1908. A dokładniej w tym miejscu wypadała trybuna króla Edwarda VII, który chciał widzieć dobrze metę.

Poza tym, w Maratonie już dużo wcześniej było cmentarzysko i to właśnie jemu jest poświęcone lokalne muzeum archeologiczne.

Euboea

Pojechaliśmy dalej. Jechaliśmy całkiem ładną trasą nad morzem, gdzie woda chlapała na maskę. Dotarliśmy na wyspę, której nazwa składa się prawie z samych samogłosek: Euboea. Wjazd jednym mostem, zjazd drugim.

Grecja ładna jest!

Delfy

Delfy osiągnęliśmy wieczorem. Miasteczko malutkie. Drogi jednokierunkowe, a przy okazji strome i wąskie. Przy parkowaniu przed hotelem pod autem pojawiła się gorąca różowa kałuża. Ustaliliśmy, że rano uzupełniamy płyn, a teraz już jest za późno na cokolwiek. Nie ma co ukrywać, że w 35-stopniowych upałach, podczas długiej jazdy pod górkę, od czasu do czasu ratowaliśmy włączaniem ogrzewania, aby dodatkowo chłodzić silnik. Tym razem uznaliśmy, że skupienie się szukaniu miejscu do parkowania wraz z towarzyszącym już zmęczeniem, mogło spowodować chwilę nie uwagi, kończące się zagotowaniem płynu chłodniczego.

21 sierpnia, sobota

W całej swojej uprzejmości samochód wieczorem zagotował się pod drzwiami hotelu. Stan na wtedy był taki, że to  nic sensacyjnego. Auto się zatrzymało, powietrze przestało się ruszać, kałuża, trudno. Zresztą byliśmy 15 metrów od stacji BP, na której chcieliśmy kupić płyn chłodniczy.

Wtem okazało się, że przy stacji paliw jest też serwis samochodowy. Czego chcieć więcej? 🙂

Na pierwszy strzał poszło profilaktyczne uszczelnienie układu chłodniczego.

Mechanik orzekł, że dla świętego spokoju, chce zawołać kolegę elektryka, który sprawdzi, czy wszystko jest OK, a my mamy sobie iść zwiedzać Delfy.

Zgodnie z planem poszliśmy do muzeum archeologicznego. To, co je wyróżnia na tle innych, to ograniczony czas, który można spędzić w jednej sali. To dlatego, że turystów jest na tyle dużo, a eksponaty wyjątkowe. Znajdziemy tam sporo przedmiotów, które były darami wotywnymi dla świątyni Apollina. Poza tym znajdziemy tu pępek świata (gdyby ktoś szukał), woźnicę z brązu, kurosów bliźniaków i sfinksa. Standardowo, to co tu leży, zostało przyniesione ze stanowiska archeologicznego.

Jeden z ważniejszych punktów starożytnej Grecji - Delfy

…w czasie, gdy zwiedzaliśmy muzeum, zadzwonił mechanik. Powiedział, że wiatrak kaput. Była sobota w południe, do poniedziałku nic nie zrobi, musimy zostać w Delfach. Uspokoił, że będzie dobrze, ale musimy zostać. Ustaliliśmy, że auto zostaje przed warsztatem.

Została logistyka do ogarnięcia.

Poszliśmy na kawę i wzięliśmy się za rozpykiwanie rzeczywistości. Znaleźliśmy hotel, który lepiej rokował w kwestii jakości śniadań. Był nowocześniejszy oraz znajdował się dalej od głównej ulicy.

Sprawdziliśmy (dziecko dostało zadanie rozwojowo-językowe iść poustalać fakty w kasie muzeum), że kolejnego dnia możemy na tym samym bilecie dokończyć zwiedzanie (część archeologiczną). Więc nie mamy presji, by lecieć i zwiedzać.

Przeprowadziliśmy się do nowego hotelu (mieliśmy drugi komplet kluczy, więc mogliśmy wyjąć dodatkowe rzeczy z bagażnika, nie zawracając głowy mechanikowi).

Noclegi do końca wyjazdu odwołaliśmy już teraz, wyjaśnienie sytuacji przyczyniło się do zwrotu kasy niezależnie od warunków rezerwacji.

Rozpatrywaliśmy kilka wariantów. Furkot świetnie się tu przydaje do tworzenia alternatywnych planów. W naszym wypadku czynnikiem zmiennym była godzina odebrania auta w poniedziałek. W zależności od pory mieliśmy różne scenariusze.

Założenia były takie: nie śpimy w Serbii, bo nie wolno, wracamy na czas do domu – w środę (tak mamy zaplanowany urlop i opiekę do kotów), chcemy być w środę o 17:00 w Katowicach (sprawy towarzyskie) oraz chcemy w międzyczasie odwiedzić jeden sklep w Ostrawie. Szybko przeliczyliśmy, że nie nadgonimy czasu.

Ostatecznie ustaliliśmy dwie wersje rozwoju sytuacji. Jeśli auto odbierzemy rano w poniedziałek (czyli do godziny 11:00), to jedziemy przez Bułgarię i Rumunię. Śpimy w Bułgarii i na Węgrzech, gdzieś między Budapesztem a Bratysławą.

Natomiast jeśli auto będzie gotowe po południu, to pierwszy nocleg wypada gdzieś na północy Macedonii Północnej, a drugi na Węgrzech. Chodziło nam po głowie, żeby odwiedzić w Macedonii Północnej jeden Spomenik, ale tutaj godzina dojazdu miała znaczenie, ze względu na światło. Po ciemku nie ma sensu robić zdjęć, więc odpuściliśmy.

Na koniec dnia mieliśmy przygotowane dwa warianty i spokojnie czekaliśmy na rozwój wydarzeń.

Poszliśmy przetestować souvlaki, gyrosa i nadziewaną pite, do knajpy na uboczu, w której widzieliśmy, że pracownicy jedzą to samo.

22 sierpnia, niedziela

Zwiedzając stanowisko archeologiczne w Delfach warto uświadomić sobie jak ważne było to miejsce dla ówczesnych Greków i jak wiele zależało od tego, co powiedziała wyrocznia.

Cała procedura zasięgania informacji była całkiem skomplikowana: najpierw rytualna kąpiel, potem prezent dla świątyni – wstępny, coś w formie zadatku, następnie należało polać zimną wodą kozę. Jeśli się otrząsnęła, to oznaczało dopuszczenie do zadania pytania. Później następował moment zadania pytania. Wieszczka coś mamrotała. Z jej mamrotów kapłani układali niekoniecznie sensowną, ale koniecznie rymowaną odpowiedź. Jeszcze tylko dar dziękczynny i już można było ruszać na wojnę, bo bogowie tak chcieli.

Pępek świata był w Grecji!

Obejrzeliśmy pozostałości wyroczni. Przeszliśmy świętą drogą. Obejrzeliśmy skarbce poszczególnych państw – miast. Ciekawe rozwiązanie. Aby było wiadomo, z którego miasta zostały przyniesione które dary, każde miasto miało swój własny magazyn. Podziwialiśmy świątynię Apollina – patrząc na to, co po niej pozostało, a musiała być ogromna. Złożyliśmy też ofiarę z trytytki w intencji pomyślności naprawy naszego samochodu. Na koniec obejrzeliśmy ogromny amfiteatr. Natarliśmy się Delfami bardzo dokładnie.

Ciekawe, że tutaj często się przewija postać Gai, matki świata i bogów. W innych miejscach nie było to takie wyraźne.

Od strony praktycznej, najlepiej jest iść na stanowisko archeologiczne w drugiej części dnia. Wtedy jest ładnie oświetlone. A jak się finiszuje z początkiem zachodu słońca, to jest jeszcze ładniej.

I wniosek na koniec: aktualne Delfy to nadbudówka dookoła muzeum i stanowiska archeologicznego.

A my nadal czekamy na wiatrak chłodnicy.

23 sierpnia, poniedziałek

Dzień oczekiwania. My czekamy na informację od mechanika, mechanik czeka na wiatrak.

W hotelu doba kończy się o 11:00. Po wyjaśnieniu sytuacji z samochodem z panią z recepcji ustaliliśmy, że siedzimy w pokoju, ile potrzebujemy, dopóki nie okaże się, że ktoś ten pokój zarezerwował. A potem możemy się przenieść na kanapy w lobby. Ot gościnność i życzliwość.

W międzyczasie mechanik dał znać, że spodziewa się o 16:00 dostarczenia wiatraka. Co oznacza, że najpóźniej o 17:00 wyjedziemy. Dla nas oznaczało to, że będziemy realizować plan nr 2. Wyklikaliśmy sobie nocleg w Skopje.

Zgodnie z planem, o 16:30 odbyło się pierwsze uruchomienie układu chłodzącego z nowym wiatrakiem. Wszystko zadziałało.

Grecja. Mechanik składa pokłon bóstwu.

Wyruszyliśmy z Delf. Zgodnie z pierwotnym planem pojechaliśmy zobaczyć Termopile. Od czasów bitwy zmieniło się ukształtowanie terenu, więc ujście wąwozu już nie leży nad samym morzem.

Przypominamy: to nie tylko 300 bohaterskich Spartan broniło wąwozu! Obok jest pomnik 700 innych obrońców. Spartanie byli tam na kontrakcie, więc dlatego było ich tam tylko 300.

W ramach zakrzywiania kosmosu oraz zdarzeń abstrakcyjnych: wtem objawił się tam człowiek z Polski, w koszulce SWEDEN, szukający akumulatora do Dacii.

Pomknęliśmy dalej. Granica grecko — macedońska przeszła całkiem płynnie. Przejechaliśmy praktycznie wzdłuż cały kraj, aż do Skopje. 

Jakie były nasze wrażenia na pierwszy rzut oka? NMK to biedny, post-jugosłowiański kraj. Ma świeże, ale zaniedbane autostrady. Skopje wygląda, jak Polska 30 lat temu. Z niespodziewanymi przebłyskami współczesności. Wrażenie na nas zrobiły zaparkowane na buspasie samochody (łącznie z policją). Na 3-pasmowej drodze człowiek jechał a) pod prąd; b) na hulajnodze. I co? I nic. Na ulicach brud i syf – nie chodzi o śmieci, tylko równą warstwę brudu na wszystkim.

A w hotelu dostaliśmy w prezencie płytę z macedońską muzyką ludową zmiksowaną z techno.

24 sierpnia, wtorek

Przed wyjazdem z hotelu przygotowaliśmy się do przejazdu przez Serbię bez roamingu (człowiek jednak łatwo przyzwyczaja się do luksusu nieograniczonego dostępu do sieci).

Granica między Północną Macedonią a Serbią powitała nas zasiekami z drutu kolczastego, sporą kolejka i oczekiwaniem w upale.

Tuż za granicą w Serbii, przy drodze, palą się łąki. Po doświadczeniach z Grecji byliśmy poruszeni tym widokiem. Tubylców to nie rusza. Ot, żeby ogień nie podszedł pod dom.

Przez Belgrad przemknęliśmy, bez zmian.

Na granicy serbsko – węgierskiej staliśmy prawie 2 godziny. W kolejce spotkaliśmy wszelkie nacje, a szczególnie dużo Niemców. Przy kontroli, nikt nic od nas nie chciał, pokazaliśmy paszporty i tyle. Aż się poczuliśmy zawiedzeni, tyle stania po nic?

Niestety, fakt oczekiwania w kolejce pozbawił nas możliwości zjedzenia zupy rybnej w Szegedzie.

W końcu dojechaliśmy do pensjonaciku w środku niczego, w małej miejscowości niedaleko Gyoru. Było już późno, ale host cierpliwie na nasz czekał.

25 sierpnia, środa

Hasło dnia: zimno! Przez Słowację i Czechy, dojechaliśmy na czas do Katowic. A potem na koniec dnia do domu. W sumie, w ciągu 48 godzin temperatura otoczenia spadła dla nas o jakieś 20 stopni. Pod wieczór zamknęliśmy dach.

Wnioski praktycznie

Grecka oferta, a grecka realizacja

Po pierwsze, uświadomiliśmy sobie, że bywa i tak, że oferta przedstawia jedno, a w rzeczywistości napotykamy coś innego. I to nie jest jednorazowa sytuacja.

W Salonikach miała być pralka, ale nie było. Pan Landlord nie widział w tym, ani problemu, ani nie był skłonny udzielić pomocy. Ot, nie ma, ale może nam podać adresy pralni. Po co drążyć. A nie o to chodziło. Pralka jest dla nas ważnym elementem planowania dłuższej podróży. Z perspektywy pana hosta nie oznaczało to bynajmniej, że dostarczał niepełnowartościową usługę.

Z drugiej strony, w Atenach była niewidzialna pralnia. Zapytaliśmy o możliwość wyprania ciuchów, pani gospodyni obiecała, że to załatwi. Komunikacja była utrudniona, telefonu nie podnosiła, na komunikatorze booking.com’a odpowiadała strasznym opóźnieniem. W końcu udało się nam ustalić, że mamy zostawić torbę z brudami w naszym mieszkaniu pod drzwiami, od środka. Wyczekiwaliśmy z duszą na ramieniu, ale następnego dnia pod drzwiami był pakunek z czystymi ciuchami. Pani sprawiała wrażenie, jakby bardzo nie chciała się z nami spotkać. Pojawiała się i znikała niczym duch. Dziwne.

Przy wynajmie mieszkania określenie „w pełni wyposażona kuchnia” może oznaczać zupełnie różne rzeczy. Albo będzie full kuchnia z ekspresem, kompletną zastawą, sztućcami itp., albo coś, co przypomina studencką imprezownię: kieliszki, talerz, może jakaś łyżeczka. I tyle. Tak więc czasami się zdarzało, że musieliśmy korzystać z naszych własnych turystycznych talerzy i sztućców.

Grecja bezgotówkowa?

Grecy są na takim etapie, że prowizja za płacenie kartą stanowi problem dla sprzedawców. W muzeum archeologicznym w Atenach usłyszeliśmy, że dzisiaj wyjątkowo terminal nie działa. Nakłoniliśmy panią, aby spróbowała – i stał się cud. W muzeum motoryzacyjnym mimo terminala na biurku, po prostu zostaliśmy odesłani do bankomatu. 

Standardem jest, że na drzwiach sklepu jest naklejka visa/mastercard, a w środku usłyszysz, że terminal nie działa, nie ma internetu, nie działa akurat to gniazdko z prądem, do którego jest podłączony terminal. Wymówek jest bez liku. A i tak wiemy, że chodzi o prowizję.

Grecja internetowa

Internet w mieszkaniach działa różnie, zdarza się, że LTE z komórki działa lepiej.

Grecja jadalna

W Grecji nie trzeba żywić się w restauracjach przy głównych deptakach. Warto zboczyć w zaułek i skierować się do knajpki, w której siedzą sami Grecy. Poza tym warto wstępować do małych sklepików i pytać o nieoczywiste rzeczy. W ten sposób w Delfach zajadaliśmy się fetą z beczki, a nie z fabrycznego opakowania. Podobnie jest z oliwą, można zapytać, co tu macie lokalnego i trafić na smakową perełkę. Poza tym Grecja to pachnące słońcem pomidory, nierozwodnione ogórki i słodka cebula.

Inne ciekawostki

W czasie całego wyjazdu spotkaliśmy aż 2 komary — w Delfach w hotelu, więc zakładamy, że były na wczasach i przyjechały zza granicy.

Generalnie, Grecja jest nierównym krajem. Z jednej strony turystyka i podejście, by z każdego turysty wycisnąć ostatniego eurocenta, z drugiej strony nieustająco zadziwiał nas brak poszanowania dla zabytków, które pozwalają wyciskać te centy z turystów. Z trzeciej strony, Grecja jest krajem kontrastów, bogactwo spotyka się z totalną biedą. Grecy żyją spokojnie i na luzie, czasami zastanawiamy się z czego.

Tak czy inaczej, kraj wart odwiedzenia. Nie tylko po to, by spędzić czas z drinkiem z palemką nad błękitnym morzem.

Bonus – Radio Kampus – Kręte Ścieżki

Dzięki za wytrwałość. Na koniec bonus. Zapis audycji Kręte Ścieżki w Radio Kampus, gdzie mieliśmy przyjemność po raz kolejny dyskutować z Mateuszem o naszych wyprawach. Tym razem rozmawiamy o rzeczonej greckiej eskapadzie klasycznym Saabem.


Spodobał Ci się tekst? Teraz czas na Ciebie. Będzie nam miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla nas to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij nasz post – oznacza to, że doceniasz naszą pracę.
  • Bądźmy w kontakcie, polub nas na Facebooku lub Instagramie. Codziennie nowe zdjęcia, inspiracje, ciekawe informacje.

Leave a Reply